• Wpisów: 295
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 05:01
  • Licznik odwiedzin: 77 146 / 2547 dni
 
emilia09
 

"Musiałem ją nieraz prosić, żeby nie wstydziła się swojego ciała. Zawsze z lękiem spoglądała, czy na nią patrzę, kiedy się rozbierała.
Zawsze było:
- Zgaś światło.
- Dlaczego?
- Zgaś, proszę cię.
- Ale dlaczego?
- Nie rozumiesz?
Nie rozumiałem. Nie podejrzewała zapewne, że gdy patrzyłem na nią, jak się rozbierała, czułem coś takiego, jakbym stawał się bogatszy
o wszystkie jej obolałości, o jej cierpienia, o jej przemijanie. Też wiele przeżyłem, lecz nie było to dla mnie takie ważne, jak to, czym ona
była naznaczona. Nie, nie o to chodzi, że współcierpiałem z nią. Czy zresztą miłość potrzebuje współcierpienia? Chodzi mi o to, że odczuwałem jej istnienie jako moje istnienie. Pyta pan co to znaczy? To, że jakby pan całe brzemię czyjegoś istnienia pragnął wziąć
na siebie. Jakby pan pragnął tego kogoś w ogóle zwolnić z konieczności istnienia. Jakby pan pragnął za tego kogoś także umrzeć,
żeby on nie musiał doświadczać swojego umierania. A to coś innego niż współcierpienie, jak się je na ogół rozumie. Na samą taką,
choćby wyobrażoną, możliwość czułem, że chce mi się znowu żyć. Mówi pan, że to niemożliwe. Możliwe, że niemożliwe.
Tylko wobec tego co powinno być miarą miłości? Jeśli pod tym nic nie znaczącym słowem pan i ja to samo byśmy rozumieli?
Według czego mielibyśmy ją odczuwać? Według pożądania ciała? Ciało ma swój kres i dużo, dużo wcześniej nim śmierć przyjdzie."

Wiesław Myśliwski "Traktat o łuskaniu fasoli"

animacje Ryana Woodwarda z muzyką Nicka Lovella
ulubiona. <3



i nagle jakaś melancholia, jakaś mgła, jakieś wspomnienia


Kiedyś koleżanka zapytała mnie, jaki jest sens życia w czystości, skoro ludzie się kochają. Wówczas nie wiedziałam za bardzo co jej
odpowiedzieć, bo dla mnie to jasne, naturalne, bo wiara, bo tak czuję, bo ciało jest moje a coś co ten świat tak bezcześci, to sedno
człowieczeństwa, to sacrum. Człowiek, a szczególnie kobieta powinna się szanować, a miarą męskości jest szacunek do kobiety i nie
powinien wymagać od niej czegoś czego nie chce, bo dostrzegać w związku głębię, coś więcej niż cielesność. Bo miłość to coś więcej niż
ciało. Bo Bóg tak powiedział i ja wierzę że to ma sens. Ale jak wyjaśnić to komuś kto nie wierzy, albo pyta o sens? Tu, gdzie podstawą i gruntem jest wiara a moralność wpojona jest z domu, pewne rzeczy wydają się naturalne. Nie podważasz czegoś, co uznajesz za słuszne,
bo tak czujesz, bo widzisz co dzieje się dookoła i nie chcesz w tym uczestniczyć (ja). I tak siedziałyśmy na ławce, kiedy zajęcia się już
zaczynały i gadałyśmy o wszystkim. Zapytała dlaczego człowiek nie może robić tego co czuje, jaki jest w tym sens i czemu pewne rzeczy
są mu zabronione. Czy to znaczy że będzie potępiony? Czy wszystkie przykazania są sobie równe? Jak wiele pytań ma teraz człowiek
gdy wokół wiara i niewiara, w co wierzyć jeżeli wokół jest chaos, a w domu nie ma stabilizacji. I wtedy zaczyna się miotanie. Na wszystkie
strony, bunt, szukanie, nie-szukanie, ucieczka, znowu szukanie na opak. Odpowiedzi na pytania, różne, te które nachodzą niepostrzeżenie
i nie dają spokoju, o sens wszystkiego, o uniwersalne wartości. Czego się trzymać w życiu, gdy wszystko wydaje ci się tak chybotliwe? Czy
trzymać się czegokolwiek, a może człowiek może zdać się sam na siebie, przecież jest taki rozumny, tak wolny?
Chaos i samotność, 3 lata wyjęte z życiorysu wspominam jako czarny muł i bieg na bezdechu.
Przez kolejne lata pytanie po co to wszystko.
Przez następne aż do dzisiaj kolejne wychodzenie z tego i jasność, że to wszystko miało sens. Że bez tego nie byłabym kim jestem.
Może gdy człowiek żyje w szarości i nie dotknie czarnego dna, jego życie już zawsze będzie szare, nijakie. Nie wybije się, nie zrozumie.
Cierpienie ma sens, gdy człowiek go szuka.
Gdy później odkryje, że to cierpienie w gruncie rzeczy go ukształtowało i otworzyło mu oczy na wiele spraw.
Gdy stał się bardziej wrażliwy na to, co dzieje się dookoła.
Gdy nie chce, żeby ktokolwiek musiał kiedyś tak się czuć.
Wtedy ponowne cierpienie ma sens, bo człowiek przeżywa je świadomie i ufa że to wszystko przejdzie.
Sprawa jest prostsza, gdy ma wiarę, bo wiara sprawia, że nie czujesz że siedzisz w tym sam, że jest Ktoś, kto trzyma cię za rękę, żeby
czarna maź nie wciągnęła cię jeszcze bardziej. Święci ofiarowywali swoje cierpienia za innych. Choroby, ból, dręczenie. Mówili, że można
ofiarować swoje, w dowolnych sprawach. Cierpienie też może być modlitwą, kiedy je za coś lub kogoś ofiarujesz.

Czytając ten cytat z książki na jakiejś stronie nagle mnie oświeciło. Oświecenie i zachwyt jednocześnie.
Tylko poeta może tak wprost mówić o sensie rzeczy, co za niesamowity facet.
Jak bardzo trafione, mądre słowa, pełne miłości.
Jakiej miłości? Właśnie.
Wolnej od tego co przemija, od cielesności. Mówiąc wprost, wiele ludzi myli pożądanie z miłością. A taka jest prawda (opierająca się na
statystykach i badaniach i wgle wykresach) że statystycznie, to statystycznie to pożądanie wygasa po kilku latach. A człowiek myśli,
że oto właśnie wygasła miłość i odchodzi. Biblia mówi że ciało i umysł zawsze były grzeszne, to skutek odwrócenia się od Boga i wyjścia
z Raju, ale człowiek ma wolną wolę, nie musi zachowywać się jak zwierzęta, potrafi się kontrolować i wybierać. Jaki jest sens życia w czystości? Po pierwsze to szacunek który okazujesz i mądrość, bo to znaczy że ten człowiek jest dla ciebie czymś więcej niż zaspokojeniem. . To budowanie miłości na przyjaźni, budowanie porozumienia na poziomie duchowym, bo tylko on wygra walkę z czasem. Kiedy ciało stanie się obwisłe, i nagle okaże się że nie ma o czym rozmawiać. Kiedy klapki i fascynacja drugą osobą przeminą i nagle odkryjemy, że nie znamy drugiej osoby. Że jest nam obca. Brak dialogu. Pośpiech.Nie ma czasu. Brak chęci. XXI wiek, gdzie to co zepsute można wyrzucić, bo
przecież szybciej znajdzie się nowe, a może lepsze. Gdzie 'na dobre i na złe' już nie ma takiej wartości, bo gdy przychodzą te złe chwile, to razem z nimi rozczarowanie i chęć brania nóg za pas. Rozwody, rozbite rodziny. Przepychanki, na które patrzą dzieci. Myślisz że to ich
nie dotyczy, że nie odbije śladu w przyszłości?
Mam 3 rozbite rodziny wśród najbliższych, 3 rozwody i separacje wśród ciotek. Widzę co się dzieje z tymi dziećmi, z których najstarsze ma 15 lat. Kiedy dziecko lat 12 okłamuje mamę, że w szkole ma tyle zajęć, wraca późno, byle jak najpóźniej, bo wraca z bratem do pustego
domu, a mama przecież kończy zmianę o wiele później. Kiedy dwuletni Wiktor tuli się do mojego taty i ciągnie go za rękę, bo chce pokazać mu nowe zabawki, kiedy mój tata bierze te dzieci na ręce, bo przecież nie odepchnie tych dzieci, które chcą koniecznie mu coś pokazać,
czymś się pochwalić ulubionemu wujkowi, bo ich własny ojciec właściwie nie widział ich przez dwa lata. To jest tatuś, głowa rodziny?zapytasz. Tak i to taki, któremu właściwie obojętne to wszystko. Bogu dzięki że ja wychowałam się w normalnej, na jakiś wartościach. Chociaż bywało ciężko,wiele razy to widziałam jak byłam mała i jak dorastałam, to jednak widziałam, że mimo różnic to rodzice się kochają, że próbują do siebie dotrzeć, różnymi drogami. I znajdywali się, czasami te drogi były mokre od łez, czasem odbijały
echa głośniejszych rozmów, czasem krzyków bezradności, ale były na mocnym fundamencie, na miłości. A ta miłość? To wartości, chęć odbudowy, to wiara w przysięgę i w drugiego człowieka.
To wyniesienie przekonania, że człowieka nie można tak po prostu zostawić, kiedy jest źle.


_____________________________________________________

6 kwietnia 2015, poniedziałek, 3.48

Wczoraj, w sobotę tata powiedział że na 6 jedziemy do babci w Bieszczady na mszę. Ja że nie ma bata nie wstanę o 3 w nocy żeby
zajechać (tak sobie narzekałam) a oni wzięli to na poważnie i faktycznie pojechali beze mnie. Obudziłam się o 4, kiedy już wyjeżdżali.
Tak więc jestem sama, cały dzień głośniki na full, leci Indila, jakieś chillouty, wysłałam z 70% osób z facebooka życzenia Wielkanocne.
Chociaż na początku było mi smutno, mogłam zostać we Wrocławiu jak i tak na święta jestem sama,i nie po to jechałam 8 h pociągiem
do domu. Ale trudno, pisałam z przyjaciółką z liceum z którą już dawno się nie widziałam i jakoś leci.
Boże obydwie jesteśmy takie pojebongo, marzycielki, razem byłyśmy w Jaworznie na 3-dniowym festiwalu (opisywałam ten cały
całkowicie spontaniczny wypad tutaj kiedyś... Haha o 22 zdecydować że o 7 jedziemy za Kraków do jakiegoś Jaworzna, co tam, że nie
wiemy dokładnie gdzie to jest, będziemy pytać ludzi po drodze, yolo! z plecakami, namiotem, w słońcu przez ścieżkę w lesie na stację,
potem autobus, bo nie było nic bezpośredniego z Krakowa... hahah wspomnienia ... najpiękniejsze są takie wypady <3
kocham takich spontanicznych ludzi )
Planowałyśmy wypady, w tym roku na Woodstock, nie ma bata! Jest tyle tanich lotów samolotem, za 99 zł możesz znaleźć się w
Hiszpanii albo Chorwacji, Włoszech jak trafisz dobrą okazję. Tyle do zobaczenia, tak mało czasu, tak bardzo mnie nosi!
Śmiałam się że na bank miałam cygańskich przodków, wręcz czuję ich ducha w tęsknocie za górami, morzem, wgle jestem dzieckiem natury, nie mogę siedzieć za długo w jednym miejscu, mogłabym się ciągle przeprowadzać, wciąż za czymś tęsknię, gdzieś mnie nosi.
Jestem samotnikiem, ale lubię siedzieć wśród ludzi, lubię robić coś razem, lubię jak wszyscy mają taką pozytywną energię, są wspólnotą.
Taki właśnie klimat jest na pielgrzymkach i kilkudniowych festiwalach.
Czasem jak mam już wszystkiego dość, jak robię coś, czego nie lubię to tak odlatuję sobie. W miejsca, w których jeszcze nie byłam.
Chciałabym wyjechać na misje.
Chciałabym podróżować.
Chciałabym umrzeć w świadomości, że coś zrobiłam na tym świecie.
Wakaacje <3
Znowu się rozmarzyłam. Muszę już zacząć powoli planować, tyle do zrobienia, szkoda zmarnować ten czas.

ahh....
Samotnie mi.
Pusto.
Nie mogę już włączyć głośników na full (mają niesamowity beat) bo jest już 2.52. Mogłabym... ale bez przesady.
Cisza. Wolność. Samotność. Snucie się bez celu, wracanie z celem od lodówki - z plackiem. Spałaszuję im lodówkę haha
Zjem cały placek xD

uwielbiam ! <3 tą piosenkę, którą odkryłam dzisiaj :



odkryłam dzięki niej <3 pozytywna energia, flow, niesamowita!




Wesołych Świąt Wielkanocnych! :* i mokrego śmingusa, niech zleją Was wiadrami :D
mnie nikt nie zleje, chyba że sama na siebie wyleję.
Zawsze to jakiś plus siedzenia samemu w domu na Święta, masz ten spokój w ten dzień. Heh


a1.jpg


a2.jpg


a3.jpg


a4.jpg


a5.jpg


a6.jpg


a7.jpg


a8.jpg


a9.jpg


a10.jpg


a11.jpg


a12.jpg


a13.jpg


a14.jpg


a15.jpg


a17.jpg


a18.jpg


a19.jpg


a20.jpg


a21.jpg


a22.jpg


a23.jpg


a24.jpg


a25.jpg


a27.jpg


a28.jpg


a30.jpg


a31.jpg


a32.jpg

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    tak rzadko dodajesz posty, a ja tak na nie czekam :C
     
  •  
     
    Piękny tutył posta ♥
    Jejciu jaki piękny jest ten wpis a ten cytaty są po prostu wspaniałe :)
    Bardzo fajne piosenki.
    Ja tam nie uważam,że sex jest czymś złym. Wiadomo najważniejsze jest wsparcie przez drugą osobą, przyjazń. Szczerze z moim
    chłopakiem jestem ponad rok (wiem mało) ale odkąd pamiętam współżyliśmy ze sobą i nie widzę,żeby przez to coś się psuło.
    Od początku budujemy w naszym związku przyjazń i to,że to robimy to nic nie znaczy. Czasem po prostu człowiek potrzebuje
    tej bliskości i to nie tylko chodzi o zaspokojenie swoich potrzeb bo jakby nie było trzeba to byśmy tego nie robili.
    To co piszesz może i jest w pewnym sensie prawdą ale nie w każdym związku. Wspiranie się jak najważniejszą rzeczą w związku
    i oczywiście powinno się ze sobą rozmawiać,żeby związek przetrwał.
    Ale świetnie tańczy ta dziewczyna. Jest tak pozytywnie nastawiona do życia.
     
  •  
     
    Mega cudny wpis :) dziękuję fajnie się czytało :)
     
 

Inne wpisy tego użytkownika